Czy powinniśmy się bać 21 grudnia 2012? Jak przetrwać Armagedon? Odcinek 8.

John C. Brunt, przekład polski ©Arkadiusz Bojko (Rozdział 5)

Jakieś 50 lat temu popularna w tamtych czasach grupa folkowa the Kingston Trio śpiewała piosenkę zatytułowaną „The Merry Minuet” (Radosny Menuet). Muzyka może i była radosna, ale nie słowa. Tekst był mniej więcej taki:*

„Demonstrują w Afryce. Głodują w Hiszpanii. Huragan na Florydzie, a w Teksasie potrzebują deszczu.

Cały świat ropieje z powodu chorej duszy.

Francuzi nienawidzą Niemców, Niemcy nienawidzą Polaków.

Włosi nienawidzą Jugosławian, Południowo-Afrykańczycy nienawidzą Holendrów, a ja nie lubię nikogo!

Ale możemy być spokojni, wdzięczni i dumni, gdyż ludzkość została obdażona chmurą w kształcie grzyba.

I wiemy to na pewno, że któregoś pięknego dnia, ktoś wznieci iskrę… i wszyscy wylecimy w powietrze.

Demonstrują w Afryce, waki w Iranie. Czego nie dokona natura… dokonamy sami…”

Tak było 50 lat temu. Nie pasuje to do obrazu współczesności, prawda? – …a może jednak? Niektóre problemy chyba się nie skończyły. W rzeczy samej, jeszcze się zaostrzyły. Żyjemy w świecie bólu i problemów. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że żyjemy na świecie śmierci. A mimo to, na tym świecie, gdzie grozi nam grzyb wybuchu nuklearnego, na świecie gdzie porwany samolot pasażerski staje się bronią masowej zagłady, w świecie, na którym pochowamy naszych bliskich, chyba że nas pochowają wcześniej, apostoł Jan, jeden z pisarzy Nowego Testamentu, miał odwagę stwierdzić, że możemy już teraz – w tym świecie – mieć życie wieczne. Możemy zrozumieć jak obietnica życia wiecznego może znaleźć swoje urzeczywistnienie w przyszłości, w innym świecie, wolnym od grzechu i śmierci. Jednak Jan mówi o życiu wiecznym jako czymś w czasie teraźniejszym, dostępnym dla tych, którzy wierzą w Jezusa Chrystusa. Przyjrzyjmy się kilku tekstom, w których wyraża on to paradoksalne twierdzenie, a potem zastanowimy się jak znaleźć w tym sens. Oto pięć tekstów w temacie życia wiecznego, wszystkie pochodzą albo z Ewangelii, albo z Listów Jana.

Ewangelia Jana 3:36

„Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim.”

Apostoł stwierdza, że ktokolwiek wierzy w Syna, albo ufa Synowi (Synowi Bożemu, Jezusowi Chrystusowi) ma życie wieczne. Jan nie napisał, że „może mieć” albo, że „mógłby mieć” życie wieczne. Nie twierdzi również, że „będzie mieć” życie wieczne kiedyś, w przyszłości. Raczej stwierdza, że „ma” – teraz – życie wieczne. Dla kontrastu zakłada również, że nie ciąży na nim gniew Boży.

Ewangelia Jana 5:24-30

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, zbliża się godzina, owszem już nadeszła, kiedy umarli usłyszą głos Syna Bożego i ci, co usłyszą, żyć będą. Jak bowiem Ojciec ma żywot sam w sobie, tak dał i Synowi, by miał żywot sam w sobie. I dał mu władzę sądzenia, bo jest Synem Człowieczym.

Nie dziwcie się temu, gdyż nadchodzi godzina, kiedy wszyscy w grobach usłyszą głos jego;

I wyjdą ci, co dobrze czynili, by powstać do życia; a inni, którzy źle czynili, by powstać na sąd.

Nie mogę sam z siebie nic uczynić. Jak słyszę, tak sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy, bo staram się pełnić nie moją wolę, lecz wolę tego, który mnie posłał.”

Zauważmy kilka rzeczy, które Jan wypowiada w odniesieniu do tych, którzy słuchają słów Jezusa i wierzą w nie. Po pierwsze, mają życie wieczne. Znowu, jest to w czasie teraźniejszym. Jezus mówi na temat obecnej rzeczywistości. Po drugie, przechodzą z śmierci do życia – kolejna teraźniejsza rzeczywistość. Następnie mówi, że zbliża się godzina, owszem już nadeszła, kiedy umarli ożyją. Oczywiście, Jezus ma tu na myśli duchowe życie i duchową śmierć, ponieważ w wierszach 28-30 kontrastuje je z rzeczywistym zmartwychwstaniem. Ci, którzy mają życie wieczne nie tylko przechodzą z śmierci do żywota, ale również nie będą sądzeni. Wszystko to w czasie teraźniejszym.

To wszystko nie neguje jednak obietnicy literalnego zmartwychwstania w przyszłości. Zauważ, że w wierszu 28 Jezus mówi, że nadchodzi godzina (nie utrzymuje, że już nadeszła) – kiedy zmarli, którzy są w grobach wstaną znowu do życia.

Tak więc Jezus, zgodnie z tym, co zapisał Jan, czyni różnicę pomiędzy życiem wiecznym a przyszłym zmartwychwstaniem, kiedy Chrystus powróci na nasz świat. Życie wieczne zawiera w sobie przyszłe zmartwychwstanie i następującą po nim wieczność z Bogiem, ale jest coś jeszcze. Życie wieczne to rodzaj, jakość życia, które wierzący już obecnie otrzymuje w Jezusie Chrystusie.

Ewangelia Jana 6:53.54

„Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.”

Przedstawiona jest tutaj ta sama idea. Wierzący otrzymują duchowy pokarm przez Chrystusa i mają życie wieczne – teraz, a Jezus wskrzesi ich w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Życie wieczne to rodzaj życia, którego możemy doświadczyć już teraz, ale obejmuje też ono przyszłe zmartwychwstanie, kiedy umarli zostaną podniesieni ze swego snu śmierci w grobach.

Ewangelia Jana 17:3

„A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś.”

W tym miejscu, w modlitwie, którą Jezus kieruje do Ojca w noc przed Swoją śmiercią Jezus definiuje na czym polego istota życia wiecznego. Jest to poznanie Boga i Jego Syna, Jezusa Chrystusa. Bóg, jest źródłem wszelkiego życia i gdy jesteśmy z Nim związani mamy życie – wieczne życie. Jest to rodzaj życia, które pochodzi od Boga, oraz obietnica zmartwychwstania, jak również wiecznego życia z Bogiem w przyszłości. Spójrzmy na jeszcze jeden tekst.

1 List Jana 5:13.14

„To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny. Taka zaś jest ufność, jaką mamy do niego, iż jeżeli prosimy o coś według jego woli, wysłuchuje nas.”

Jeśli jesteśmy złączeni z Chrystusem wówczas nie tylko mamy życie wieczne, ale będziemy wiedzieli, że je posiadamy. Mamy pewność, ponieważ tak jak mówi stara pieśń autorstwa Fanny Crosby: „O, błoga pewność, Jezus jest mój!” – otrzymaliśmy Boże zapewnienie.

Jeśli porównamy te wszystkie teksty wyłania się z nich jasne przesłanie. Ufać Jezusowi Chrystusowi, jako Synowi Bożemu i naszemu Zbawicielowi, oznacza nie tylko wolność od gniewu Bożego, ale również od obaw przed sądem. Oznacza to też, że już teraz przeszliśmy z śmierci do życia i chociaż być może umrzemy w tym świecie, będzie to jedynie tymczasowy sen do czasu zmartwychwstania przy powtórnym przyjściu Chrystusa, kiedy On wzbudzi nas do życia z Bogiem na wieki.

Jaką to czyni różnicę? W dalszym ciągu żyjemy na świecie śmierci, w którym ciągle grzebiemy naszych ukochanych. Czy są to tylko zwykłe słowa? Wierzę, że to poselstwo przekształca obecne życie na kilka sposobów.

Po pierwsze, uwalnia nas od obaw i zatroskania o status naszego zbawienia i relacji z Bogiem. Mamy życie wieczne już teraz. Nie jest to jednak arogancja, która każe nam myśleć, że osiągnęliśmy to niezależnie od tego co robimy. Ponieważ Chrystus jest źródłem naszego życia i nedziei, musimy mieć nasze oczy zawsze zwrócone na Niego. Kiedy poklepujemy się po plecach i patrzymy na nasze domniemane osiągnięcia, odrywamy nasz wzrok od Chrystusa. Tak samo, kiedy katujemy się myśleniem, że nikt kto jest tak zły jak my nie może być zbawiony, robimy to samo, nie patrzymy na naszego Zbawiciela. W jednym i drugim przypadku koncentrujemy się na sobie i jesteśmy w niebezpieczeństwie. Kiedy jednak w centrum postawimy Chrystusa, możemy mieć spokój i pewność. Nie będziemy musieli już dłużej zamartwiać się o nasze zbawienie. Pismo Święte obiecuje, że ten sam Bóg, który rozpoczął w nas dobre dzieło będzie prowadził je dalej aż do zakończenia w dniu Jezusa Chrystusa (List do Filipian 1:6).

Po drugie, zmienia to nasze podejście do czasów ostatecznych. Zamiast nerwowych prób i dociekania, które z wydarzeń są zapowiedzią końca, wypatrujemi i tęsknimy za powrotem Jezusa Chrystusa, ponieważ to oznacza, że ujrzymy go twarzą w twarz. Nie panikujemy z powodu końca czasu, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że i tak już żyjemy w czasach końca znając Jezusa i mając z nim społeczność. Chociaż nie widzimy go jeszcze twarzą w twarz, nasze obecne z nim doświadczenie daje nam pewność, że „twarzą w twarz” nadejdzie wkrótce.

Na koniec, nasza pewność uzdalnia nas do oddania naszego życia w służbie Bogu i dla Jego Królestwa. W Ewangelii Mateusza 10:39 Pan Jezus mówi, że ci którzy będą się starali zachować swoje życie utracą je, a ci którzy utracą je dla Chrystusa, odnajdą je. Oddając życie Bogu odnajdujemy prawdziwe życie. Nasze zaufanie do Boga pozwala nam podjąć ryzyko dla sprawy Królestwa Bożego.

Nie chodzi tutaj o lekkomyślność. Mam 5.5 letniego wnuka, dla którego określenie „niebezpieczne” jest zawsze zaproszeniem do spróbowania. Jeśli coś jest niebezpiecznie, chce to zrobić i czasami jego pragnienia stają w konflikcie ze zdrowym rozsądkiem. Dla odmiany, jego 2.5 letni braciszek jest bardzo rozważny i często doradza ostrożność swojemu starszemu bratu. Moja córka nazywa czasem tego młodszego rodzicielskim asystentem.

Bóg nie oczekuje od nas podejmowania ryzyka dla zabawy. Ale zaprasza nas, byśmy zamiast żyć samolubnie oddali nasze życie w służbie dla innych. Nasza pewność życia wiecznego uzdalnia nas do tego.

Przychodzi mi na myśl mój nieżyjący już przyjaciel. Dorastał w Nowym Jorku i kochał to miasto. Był tam nauczycielem i dobrze prosperującym inżynierem. Kochająca żona, dwójka małych dzieci, cudowna rodzina. Otrzymał burzące cały dotychczasowy porządek jego życia zaproszenie do opuszczenia ukochanego miasta, dobrze zapowiadającej się kariery i przeniesienia się do małego miasteczka nazywającego się Walla Walla, w południowo-wschodniej części stanu Washington, by tam, w małym chrześcijańskim college’u rozpocząć wydział inżynierski. Był to rok 1947.

Mając poczucie, że to Bóg działa przez to zaproszenie, wraz z rodziną przemierzają cały kontynent. Doświadczają niesamowitego szoku kulturowego. Walla Walla w stanie Washington nie wyglądało (i wciąż nie wygląda) jak Nowy Jork. Będąc już tam, spędził wraz z żoną pierwsze tygodnie pobytu szorując na kolanach stare wojskowe baraki, które miały służyć jako lokum jego nowego przedsięwzięcia. Ed Cross został w Walla Walla aż do swojej śmierci doprowadzając do powstania doskonałej, w pełni akredytowanej wyższej uczelni technicznej, która obecnie nazwana jest jego imieniem: Wydział Inżynierski imieniem Edwarda F. Crossa, na Walla Walla University. Pamiątkowa tabliczka cytuje jego zdanie, które wypowiedział odchodząc na emeryturę:

„To nie była praca; to było powołanie przez Pana.”

Nasza pewność życia wiecznego w Chrystusie, zarówno teraz jak i w przyszłości, uzdalnia nas do podążenia za Bożym wezwaniem oddania siebie w pełnej samopoświęcenia służbie dla Niego i innych.

Ciąg dalszy nastąpi

*www.sing365.com/music/lyric.nsf/The-Merry-Minuet-Lyrics-Kingston-Trio/ACA0598DAB3DOB248256BF000238FD2

Czy powinniśmy się bać 21 grudnia 2012? Jak przetrwać Armagedon? Odcinek 7.

John C. Brunt, przekład polski ©Arkadiusz Bojko (Rozdział 4)

Wygląda na to, że już w Nowym Testamencie niektórzy ludzie byli zaniepokojeni faktem, że spełnienie obietnicy powrotu zabiera Jezusowi dość dużo czasu. W księdze Apokalipsy (Objawienia) 6:10 przedstawiony jest symboliczny obraz dusz znajdujących się pod ołtarzem*, które reprezentują chrześcijańskich męczenników, wołających do Boga zapytanie o czas rozpoczęcia Bożego sądu:

I wołały donośnym głosem: Kiedyż, Panie święty i prawdziwy, rozpoczniesz sąd i pomścisz krew naszą na mieszkańcach ziemi?

Ewangelia Materusza rozdział 25 przedstawia szereg historii o Powtórnym Przyjściu Chrystusa. W przypowieści o dziesięciu pannach, pan młody opóźnia swoje przybycie, a w przypowieści o rozdanych talentach, pan wyjechał daleko i na długi czas. Mateusz jakby przygotowuje swoich czytelników na dłuższy niż oczekiwali czas do powrotu Jezusa.

Po pierwsze, musimy pamiętać o tym, co zauważyliśmy wcześniej w Księdze Dziejów Apostolskich 1:6-11. Jezus stwierdził wyraźnie, że odgadnięcie czasu i pory powrotu nie było sprawą Jego naśladowców. Byli oni odpowiedzialni za świadczenie o tym czego Jezus dokonał. Czy możemy jednak utrzymywać nadzieję przez tak długo? Czy 2,000 lat to nie jest zbyt długie oczekiwanie?

Nie, jeżeli będziemy pamiętać, że sednem nie jest kwestia czasu, ale zaufanie do Boga. Jedynie Bóg zna dokładny czas powrotu Jezusa (Ewangelia Mateusza 24:36). Bóg nie prosił nas o to, byśmy wyliczali czy rozszyfrowywali daty, ale byśmy ufali, świadczyli i wiernie wykonywali Jego dzieło aż powróci. Trzeba przyznać, że jest to szczególnie trudne zadanie dla niecierpliwego pokolenia, takiego jak my. Ale właśnie do tego prowadzi nas ufność do Boga. Bóg potwierdził Swoją obietnicę przez wzbudzenie Jezusa z martwych. Ufamy, że skoro widzieliśmy już pierwszy owoc, w stosownym dla Boga czasie zobaczymy i resztę.

Trudno nam jednak czekać. Tak jak powiedziałem, nie jesteśmy przyzwyczajeni do czekania. Ostatnio podróżowałem wraz z moim synem i siedmioletnim wnukiem Markusem ze Spokane, w stanie Washington do Nowego Jorku. Mieliśmy przesiadkę w Chicago. Samolot ze Spokane przyleciał na czas, a nawet wylądował trochę wcześniej. Wysiedliśmy z samolotu w sektorze B i wpatrzyliśmy się w duży monitor, by znaleźć informację o tym skąd odlatuje nasz następny samolot. Dowiedzieliśmy się, że odlatuje z sektoru C, a obok numeru lotu na monitorze wyświetlone były dwa wspaniałe słowa – „o czasie.”

Markusowi bardzo podobało się przejście z sektoru B do sektoru C. Zjechaliśmy w dół ruchomymi schodami, przeszliśmy pod pasami startowymi, a następnie weszliśmy na długi jadący chodnik otoczony z góry i po bokach kolorowymi neonami. Wokół nas słychać było dźwięki dzwonów rurowych. Markus chciał przejechać się jeszcze raz. Pozwoliliśmy mu, gdyż mieliśmy jeszcze czas. Gdy dotarliśmy w końcu do naszej bramki, jeszcze raz rzuciliśmy okiem na monitor informacyjny tylko po to, by stwierdzić, że dwa wspaniałe słowa – „o czasie, zostały zastąpione innymi, niezbyt wspaniałymi – „lot odwołany.”

Udałem się po pomoc do punktu obsługi klienta, stwierdziłem jednak, że nie ma tam nikogo, jedynie automatyczna budka informacyjna, z której nie potrafiłem skorzystać. Nie ma problemu, pomyślałem, gdyż z boku budki znajdował się telefon, do kontaktu z osobą z informacji. Wybrałem numer, ale zgłosiło się nagranie, z którego dowiedziałem się, że w informacji nie ma już nikogo. Wyjąłem mój telefon komórkowy i zadzwoniłem do linii lotniczych gdzie dowiedziałem się, że wpisano nas już na kolejny lot, pięć godzin później.

Nie trzeba wyjaśniać, że byliśmy sfrustrowani, gdyż mieliśmy już plany na wieczór w Nowym Jorku, które właśnie legły w gruzach. Wówczas dowiedzieliśmy się, że jest jeszcze inny lot, dwie i pół godziny później i że możemy wpisać się na listę oczekujących pasażerów. Nie mieliśmy wiele nadziei na to, by się załapać, gdyż posiadaliśmy numer 17, a po chwili czekania przesunęliśmy się na miejsce 20. Jednak tuż przed zakończeniem usadzania pasażerów wywołano nasze nazwiska i dostaliśmy się na samolot. Choć przyniosło nam to ulgę, wciąż byliśmy sfrustrowani. Gdy tak trochę marudziliśmy z powodu zaistniałej sytuacji powiedziałem mojemu synowi, że w chwilach takich jak ta przypominam sobie historię mojego starego przyjaciela. Przez wiele lat był profesorem w college’u i był tuż przed emeryturą, gdy ja zacząłem uczyć jako młody, świeżo upieczony nauczyciel w tej samej instytucji na początku lat 70-tych (XX wieku…).

Kiedy tylko jestem sfrustrowany z powodu kilkugodzinnego opóźnienia, przypominam sobie jego historię. W latach 30-tych (XX wieku)udał się wraz z żoną  jako misjonarz do Południowej Afryki. Gdy zakończył się czas ich pobytu potwierdzili powrót do pracy w Stanach Zjednoczonych, spakowali swój dobytek, zakupili bilety na statek pasażerski i byli gotowi odpłynąć za kilka dni. Jednak ich podróż opóźniła się. Statek spóźnił się. Czekali na niego nie pięć godzin, nawet nie pięć dni. Nie pięć tygodni i nie pięć miesięcy. Ich statek spóźnił się o całe pięć lat! Wybuchła II Wojna Światowa, wojsko zarekwirowało ich statek, a morza nie były bezpieczne do podróżowania. Upłynęło pięć lat, a ja tu narzekam na dwie i pół godziny opóźnienia?!

W połowie lat 80-tych udałem się do Południowej Afryki, by uczyć tam przez jeden kwartał. Zanim wyjechałem, ten starszy nauczyciel, który od kilku lat był już na emeryturze, poprosił mnie czy mógłbym jemu i jego żonie wyświadczyć pewną przysługę. Gdy byli w Południowej Afryce, urodził się im synek, który zmarł mając zaledwie kilka miesięcy. Opuścili Afrykę przekonani, że Jezus powraca wkrótce i że znowu zobaczą swoje dziecko. Mój przyjaciel powiedział mi, że byli tak pewni, że Chrystus niedługo powróci, że byli gotowi pozostawić tam grób synka z nadzieją, że wkrótce znowu go zobaczą. Upłynęło jednak 40 lat, Jezus nie powrócił, a oni nigdy więcej nie odwiedzili Afryki. Teraz zastanawiali się, czy grób wciąż jeszcze tam jest? W związku z tym, że miałem być niedaleko tego cmentarza spytali, czy nie spróbowałbym odnaleźć grobu ich synka.

Tak więc pewnego popołudnia, w Południowej Afryce, udałem się na poszukiwanie grobu. Grób znajdował się w nienajlepszym stanie. Powyrywałem znajdujące się naokoło chwasty, położyłem na nim kilka zerwanych obok kwiatów i zrobiłem kilka zdjęć. Po powrocie zawiozłem im zdjęcia, za co byli mi ogromnie wdzięczni. Łzy napłynęły do ich oczu i  wyrazili swoją niezachwianą ufność do Boga i nadzieję na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa. Nie spodziewali się, że od śmierci ich synka upłynie 40 lat, nie ustali jednak w swej nadziei.

Obecnie, również oni spoczywają w swoich grobach, tysiące kilometrów od swego synka, ale w oczekiwaniu na to samo zmartwychwstanie.

Dwa tygodnie temu, w tym samym miasteczku we wschodniej części stanu Washington, w którym mieszkał mój starszy przyjaciel – nauczyciel, zmarł mój ojciec. Kiedy tam pojechałem, żeby wykupić na cmentarzu miejsce na jego mogiłę, kupiłem je bez rozglądania się na groby wokół. Dwa dni później pojechałem wraz z moją siostrą przyjrzeć się miejscu, na którym wkrótce miał być złożony mój ojciec. Ku mojemu zdziwieniu, dosłownie parę metrów od grobu mojego ojca zauważyłem nagrobek mojego przyjaciela i jego żony. Było to dla mnie kolejne przypomnienie nadziei jaką chrześcijanie mają w zmartwychwstaniu.

Nasza nadzieja nie jest uzależniona od czasu, ale od zaufania w Bożą wiarygodność i Jego wolę dotrzymania złożonej obietnicy. Nie wiemy kiedy, choć w późniejszych rozdziałach popatrzymy na powody, dla których wierzymy, że żyjemy w ostatnim etapie ludzkiej historii i że Jezus wkrótce powróci. Ważniejsze jednak od pytania  „kiedy” jest przekonanie, że możemy zaufać Bożej obietnicy. Jezus zmartwychwstał, żyje i dzięki temu możemy mieć pewność. Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, że w oparciu o moc tego zapewnienia Biblia mówi, iż nasze teraźniejsze życie na tym świecie może być już nazywane „życiem wiecznym.”

Właśnie to będzie tematem naszego kolejnego rozdziału.

Ciąg dalszy nastąpi

 

*Symbolika Apokalipsy odwołuje się do symboliki świątyni izraelskiej, w której krew składanych ofiar wylewana była u podstawy ołtarza (np. 3 Mojż. 4:7). Personifikacja przelanej krwi męczenników użyta jest w symbolice Księgi Objawienia w podobnym odniesieniu jak w Księdze Rodzaju (1 Mojżeszowa), gdzie Bóg mówi do Kaina, który zamordował swojego brata: I rzekł: Cóżeś to uczynił? Głos krwi brata twego woła do mnie z ziemi. (1 Mojż. 4:10) Przypis tłumacza.

 

 

Czy powinniśmy się bać 21 grudnia 2012? Jak przetrwać Armagedon? Odcinek 6.

John C. Brunt, przekład polski © Arkadiusz Bojko (Rozdział 3, część 2)

Zmartwychwstanie Jezusa nie jest odizolowanym wydarzeniem. Jest początkiem Bożego zwycięstwa nad śmiercią, zniszczenia „ostatniego wroga.” Jeśli więc zmartwychwstanie już się rozpoczęło, rozpoczęły się tym samym czasy ostateczne, gdyż pierwsze owoce zapewniają nas, że nadejdzie pełne żniwo – zmartwychwstanie tych, którzy uwierzyli w Chrystusa na pewno nastąpi.

Swego czasu słyszałem, jak mój nauczyciel i mentor, Sakae Kubo, posłużył się ciekawą ilustracją, by pomóc nam zrozumieć tę ideę. Użył porównania błyskawicy i grzmotu.

Obecnie mieszkam w południowej Kalifornii, gdzie nie widzimy zbyt wielu błyskawic i nie słyszymy zbyt wielu grzmotów. Przez trzy lata mieszkałem jednak w Atlancie w stanie Georgia, gdzie mogliśmy niemalże ustawiać zegarki od popołudniowych burz. Cały czas mieliśmy tam bujne, zielone trawniki pomimo tego, że nigdy ich nie podlewaliśmy. Burze troszczyły się o podlewanie.

Mogliśmy z daleka słyszeć nadciągającą burzę. Na początku było widać bladą błyskawicę, potem, za jakiś czas słychać było delikatny pomruk grzmotu. W miarę jak burza zbliżała się, błyskawice stawały się jaśniejsze, grzmoty głośniejsze, a przerwa między nimi krótsza. Gdy grzmot i błyskawica następowały jednocześnie, wiedzieliśmy, że burza jest nad nami.

Analogia jest następująca, błyskawicy i grzmotu pioruna doświadczamy w różnym czasie, gdyż prędkość dźwięku jest inna niż prędkość światła. Jest to jedno zjawisko, ale w zależności od tego jak daleko od niego się znajdujemy wydają się być dwiema różnymi rzeczami. Podobnie jest ze zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa i Jego powrotem. Choć są one częścią tego samego wydarzenia, Bożego zwycięstwa nad mocą śmierci, doświadczamy ich w różnym czasie. Są one jednak ze sobą tak nierozerwalnie związane, że zmartwychwstanie Jezusa daje nam absolutną pewność, że śmierć została pokonana, czego wynikiem będzie nasze zmartwychwstanie.

Z taką wiadomością świat staje się innym miejscem. W dalszym ciągu doświadczamy śmierci, wiemy jednak, że jest ona przegranym przeciwnikiem, który jest w stanie trzymać nas w grobie tylko tymczasowo. Apostoł Paweł nazywa ten okres „snem.” Naucza on jednak, że Jezus wzbudzi tych, którzy „zasnęli,” czyli umarli, przy zmartwychwstaniu w czasie Jego powrotu.

Jakie zatem znaczenie dla naszego życia ma świadomość tego, że zmartwychwstanie Jezusa rozpoczęło czasy końca?

Po pierwsze, zmienia to sposób w jaki postrzegamy czasy końca. Zamiast patrzenia na nie jak na element wykresu, przy pomocy którego staramy się rozszyfrować kiedy Jezus się tutaj pojawi, czasy ostateczne są wydarzeniami przez które Bóg działa, by pokonać śmierć i przynieść Jego królestwo całemy wszechświatu. Innymi słowy, wydarzenia czasów ostatecznych mają nie tylko wymiar ilościowy, ale jakościowy. Nie odnoszą się jedynie do chronologii, ale teologii. Są to Boże działania przynoszące nam zbawienie, a rozpoczęły się zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa.

Jeśli zatem spodziewasz się, że ta książka zaproponuje wykres, który pozwoli Ci się domyśleć kiedy powraca Jezus, albo jak Irak i Afganistan pasują do chronologii czasów końca, będziesz rozczarowany. W rzeczy samej, jeśli masz nadzieję znaleźć takie rzeczy w Biblii, tracisz swój czas. Jednak to, co odnajdziesz, będzie o wiele bardziej satysfakcjonujące – zapewnienie zbawienia w Chrystusie i że śmierć jest pokonanym przeciwnikiem.

Zdaję sobie sprawę, że możesz znaleźć ludzi, którzy twierdzą, że mają to wszystko rozpracowane. Nasłuchałem się w życiu tego rodzaju scenariuszy. Pamiętam pewnego kaznodzieję na początku lat 70-tych, który był absolutnie przekonany, że Wojna Wietnamska była Armagedonem i że Jezus powróci zanim się zakończy. Inny utrzymywał, że 11 września 2001 doprowadzi do Powtórnego Przyjścia w ciągu pięciu lat. Gdy urodziłem się, niektórzy członkowie kościoła, do którego chodzili w tamtym czasie moi rodzice, nie pogratulowali im z powodu moich narodzin. Urodziłem się w czasie II Wojny Światowej i ci ludzie powiedzieli moim rodzicom, że to co zrobili – wydając mnie na świat – było to straszliwą rzeczą, biorąc pod uwagę fakt, że bitwa Armagedon się już rozpoczęła. Otworzywszy Biblię na 24 rozdziale Ewangelii Mateusza przytoczyli wiersz, który głosi biada tym, które będą karmić dzieci w czasie końcowych trudnych czasów przed powtórnym przyjściem Chrystusa. Okazało się jednak, że nie byli zbyt dobrymi prorokami.

Ich pomyłka nie pozbawia nas jednak nadziei. Jeśli weźmiemy na poważnie to, co aniołowie powiedzieli uczniom Jezusa, nie powinniśmy się spodziewać, by ludzie byli w stanie przewidzieć kiedy Jezus powróci. Nie może to jednak odwieść nas od pewności, że koniec już się rozpoczął, gdyż Jezus żyje i z tego powodu możemy ufać Jego obietnicom.

Po drugie, dobra nowina o tym, że zmartwychwstanie Jezusa jest początkiem końca zmienia sposób w jaki postrzegamy śmierć. Kochamy życie, gdyż Bóg jest autorem życia. W rezultacie, robimy wszystko co można, by poprawić i zachować życie. Smierć jednak nas nie przeraża, bo chociaż jest wrogiem, wiemy, że pokonanym, który nie będzie miał ostatniego słowa. Ostatnim słowem będzie Boże słowo życia i zmartwychwstania.

Właśnie wczoraj byłem przy łóżku umierającej osoby. Był zbyt młody, by umierać, jednak rak wziął swoją cenę i medycyna nie była w stanie nic więcej dla niego zrobić. Z pewnością nie chciał umierać. Pomimo tego, że miał piękne wnuki i na pewno chciałby widzieć jak dorastają, nie czuł zgorzknienia. Zamiast tego miał pokój i wdzięczność dla Boga za wszystkie błogosławieństwa życia, które przeżył. Przede wszystkim zaś spoczął w przekonaniu, że gdy Jezus powróci, nasz Zbawiciel wzbudzi go i znowu zobaczy swoją rodzinę. Choć było to straszliwie przykre widzieć go umierającego, było to również inspirujące przyglądać się wierze i ufności jaką pokładał w Jezusie Chrystusie i obietnicy Jego powrotu. Oto właśnie różnica jaką znajomość dobrej nowiny o zmartwychwstanu Chrystusa może wnieść w nasze życie.

Ale nawet dobra nowina o tym, że czasy ostateczne rozpoczęły się wraz ze zmartwychwstaniem Chrystusa pozostawia nas zmagających się z ważnymi pytaniami. W związku z tym, że jesteśmy niecierpliwym pokoleniem, ludźmi, którzy chcą wszystko teraz, nie później, w związku z tym, że jemy w fastfoodach i podgrzewamy w mikrofalówkach, jak mamy trwać przy nadziei, gdy czasy ostateczne trwają aż tak długo? To wymaga chyba więcej cierpliwości niż większość z nas ma i to właśnie będzie tematem kolejnego rozdziału.

Ciąg dalszy nastąpi

Czy powinniśmy się bać 21 grudnia 2012? Jak przetrwać Armagedon? Odcinek 5.

John C. Brunt, przekład polski © Arkadiusz Bojko (Rozdział 3, część 1)

Jeśli miałbyś wykonać wykres obrazujący wydarzenia dni ostatecznych, w jakim miejscu byś zaczął? Jakie byłyby pierwsze „wydarzenia czasów ostatecznych?” No cóż, ja też się nad tym zastanawiałem i zacząłem w internecie szukać takich wykresów. Przypatrzyłem się całkiem sporej ich liczbie i zauważyłem, że wiele z nich zaczyna się nawet 200 lat temu. To całkiem dawno.

Pracuję z wieloma młodymi ludźmi, którzy myślą o wojnie w Wietnamie jako o wydarzeniu z historii starożytnej. Dla nich, jeśli coś nie wydarzyło się w ciągu kilku ostatnich lat, nie może mieć nic wspólnego z „czasami ostatecznymi.” Wykresy zaczynające się 200 lat temu nie mają dla nich żadnego znaczenia. Nasz czas, to czas mikrofalówek, fast-foodów i posiadania wszystkiego teraz. Kto by się przejmował historią starożytną? To co wydarzyło się 200 lat temu wywołuje reakcję – „wyluzuj…”

Gdy jednak sięgamy do Biblii zauważymy, że pojęcie „dni ostatecznych” sięga nie tylko 200 lat wstecz. „Dni ostateczne” sięgają 2,000 lat wstecz! Nowy Testament konsekwentnie mówi o pierwszym wieku naszej ery, czasach w których spisany był Nowy Testament, jako dniach ostatecznych. Nie polegaj wyłącznie na moich słowach, sprawdź sam niektóre teksty. Już wstępne słowa pochodzące z Listu do Hebrajczyków określają pierwsze stulecie mianem „kresu tych dni.”

„Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków; Ostatnio, u kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył. On, który jest odblaskiem chwały i odbiciem jego istoty i podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy, dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy majestatu na wysokościach.” (List do Hebrajczyków 1:1-3

Zauważ, że List do Hebrajczyków kontrastuje przeszłość, kiedy Bóg przemawiał przez proroków i na różne inne sposoby, do czasów współczesnych pisaniu listu (pierwsze stulecie), gdy przemówił w zdecydowany sposób przez Swojego Syna, Jezusa Chrystusa. List wywyższa Jezusa jako tego, przez którego Bóg stworzył wszechświat, który utrzymuje wszystko w należytym funkcjonowaniu, który objawia Boga światu w najwyraźniejszy ze sposobów. Przez Swoją śmierć na krzyżu Jezus uczynił możliwym nasze oczyszczenie z grzechów, a obecnie, dzięki Swemu zmartwychwstaniu siedzi po prawicy Boga Ojca w niebie. Wszystkie te wydarzenia miały miejsce w czasie, który biblijny autor nazywa „kresem tych dni” (czasami ostatecznymi). Tak więc dni ostateczne sięgają ponad 1,900 lat wstecz.

Jednak List do Hebrajczyków nie jest jedynym fragmentem, który definiuje pierwsze stulecie jako czasy ostateczne. W 2 rozdziale Dziejów Apostolskich, kiedy Duch Święty zstąpił na apostołów, ludzie którzy przybyli z różnych narodów słyszeli apostołów mówiących w ich własnych językach, a niektórzy myśleli, że naśladowcy Jezusa są pijani. Apostoł Piotr wyjaśnił, że to czego ludzie są świadkami nie jest wynikiem pijaństwa, ale dziełem Ducha Świętego. Interpretuje zdarzenie jako wypełnienie proroctwa Joela, które mówiło, że w „ostatecznych dniach” Bóg wyleje Swojego Ducha na wszystkich ludzi.

„Na to powstał Piotr wraz z jedenastoma, podniósł swój głos i przemówił do nich: Mężowie judzcy i wy wszyscy, którzy mieszkacie w Jerozolimie! Niechże wam to będzie wiadome, dajcie też posłuch słowom moim. Albowiem ludzie ci nie są pijani, jak mniemacie, gdyż jest dopiero trzecia godzina dnia, Ale tutaj jest to, co było zapowiedziane przez proroka Joela: I stanie się w ostateczne dni, mówi Pan, Że wyleję Ducha mego na wszelkie ciało I prorokować będą synowie wasi i córki wasze, I młodzieńcy wasi widzenia mieć będą, A starcy wasi śnić będą sny;” (Dzieje Apostolskie 2:14-17)

Apostoł twierdził, że to czego byli świadkami, było dowodem czasów ostatecznych – wówczas, w jego czasie.

Takie same stwierdzenie znajdujemy w Liście Jakuba. Jakub ostrzega bogatych chrześcijan, którzy są zachłanni i gromadzą bogactwa. Wypomina ironię takiego działania, nie mniej ni więcej, ale w czasach, które się mają ku końcowi.

„A teraz wy, bogacze, płaczcie i narzekajcie nad nieszczęściami, jakie na was przyjdą. Bogactwo wasze zmarniało, a szaty wasze mole zjadły. Złoto wasze i srebro zaśniedziało, a śniedź ich świadczyć będzie przeciwko wam i strawi ciała wasze jak ogień. Nagromadziliście skarby w dniach, które się mają ku końcowi.” (List Jakuba 5:2.3)

Jak czasy ostateczne mogą trwać tak długo? Czy 2,000 lat temu mogły być już czasy ostateczne? Jeśli tak, to czy określenie „ostateczne” nie zakrawa trochę na drwinę? Musimy udać się do innego fragmentu, żeby zobaczyć dlaczego dni ostateczne zaczęły się tak dawno temu. W 1 Liście do Koryntian w rozdziale 15, apostoł Paweł zwraca się do tych, którzy zdają się negować iż w przyszłości nastąpi zmartwychwstanie. Argumentuje, że nauka o zmartwychwstaniu jest kluczowa i żywotna dla wiary Chrześcijańskiej. Zauważ następującą część tego rozdziału, jest to długi fragment, ale przeczytaj go uważnie, gdyż znajduje się w nim klucz do zrozumienia dlaczego czasy ostateczne zaczęły się tak dawno temu.

„A jeśli się o Chrystusie opowiada, że został z martwych wzbudzony, jakże mogą mówić niektórzy między wami, że zmartwychwstania nie ma? Bo jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie został wzbudzony; A jeśli Chrystus nie został wzbudzony, tedy i kazanie nasze daremne, daremna też wasza wiara; Wówczas też byliśmy fałszywymi świadkami Bożymi, bo świadczyliśmy o Bogu, że Chrystusa wzbudził, którego nie wzbudził, skoro umarli nie bywają wzbudzeni. Jeśli bowiem umarli nie bywają wzbudzeni, to i Chrystus nie został wzbudzony; A jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna jest wiara wasza; jesteście jeszcze w swoich grzechach. Zatem i ci, którzy zasnęli w Chrystusie, poginęli. Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni. A jednak Chrystus został wzbudzony z martwych i jest pierwiastkiem tych, którzy zasnęli. Skoro bowiem przyszła przez człowieka śmierć, przez człowieka też przyszło zmartwychwstanie. Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni. A każdy w swoim porządku: jako pierwszy Chrystus, potem ci, którzy są Chrystusowi w czasie jego przyjścia, Potem nastanie koniec, gdy odda władzę królewską Bogu Ojcu, gdy zniszczy wszelką zwierzchność oraz wszelką władzę i moc. Bo On musi królować, dopóki nie położy wszystkich nieprzyjaciół pod stopy swoje. A jako ostatni wróg zniszczona będzie śmierć.”(1 List do Koryntian 15:12-26)

Apostoł stwierdza, że idea zmartwychwstania jest absolutnie konieczna dla naszej wiary i łączy zmartwychwstanie Jezusa ze zmartwychwstaniem wierzących przy końcu ziemskiej historii, gdy nasz Zbawiciel powróci. Czyni to posługując się pojęciem „pierwocin” (pierwiastków) . Starożytni Izraelici zbierali pierwsze owoce i przynosili je do świątyni jako ofiarę dla Boga. Ta praktyka miała dwa znaczenia. Była wyrazem wdzięczności narodu dla Boga za żniwa, oraz wyrazem wiary w to, że za „pierwiastkami” nadejdzie pełne żniwo. Paweł napisał, że Jezus jest takim „pierwiastkiem” ostatecznego zmartwychwstania. Innymi słowy, ostateczne zmartwychwstanie już się zaczęło wraz ze zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa.

Ciąg dalszy nastąpi

Czy powinniśmy się bać 21 grudnia 2012? Jak przetrwać Armagedon? Odcinek 4.

John C. Brunt, przekład polski © Arkadiusz Bojko (Rozdział 2, część 2)

Obietnica z 1 rozdziału księgi Dziejów Apostolskich pociesza nas faktem, że Ten, który powraca na nasz świat jest Tym samym, który był gotowy pójść na najgorsze narzędzie tortur znane w Jego kulturze – krzyż, na którym cierpiał pomimo tego, że miał moc, by z niego zejść unikając wszystkiego. Zrobił to tylko dlatego, że tak bardzo nas kocha. Apostoł Paweł kontynuuje hymn, z którego cytowaliśmy już wcześniej, zapisany w Liście do Filipian 2:8:

„Uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej.”

Ten sam Jezus, Jezus z krzyża, znowu powraca – i to jest ta dobra nowina.

Gdy Jezus cierpiał tortury na krzyżu spojrzał w dół, na tych samych ludzi, którzy pluli na niego i wyśmiewali się, na tych, którzy bili Go i wcisnęli na Jego głowę koronę z cierni. To za nich modlił się słowami: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią.” (Ewangelia Łukasza 23:34)

Ten sam wybaczający Jezus powraca – i to jest ta dobra nowina.

W końcu, kiedy zdjęli Jezusa z krzyża i złożyli Go w grobie, grób nie był w stanie Go zatrzymać. Pomimo wielkiego, zamykającego wejście kamienia, silnych żołnierzy, i samego szatana, Jezus wyszedł z grobu, będąc sam – zmartwychwstaniem i życiem.

Ten sam, żyjący i dający życie Jezus powraca – i to jest ta dobra nowina.

Jeśli nigdy wcześniej tego nie zrobiłeś, zachęcam Cię abyś wziął jedną z czterech Ewangelii znajdujących się na początku Nowego Testamentu i przeczytał ją w całości. Zobacz sam, kim jest ten Jezus. Pomyśl nad tym, co dla nas uczynił. Przyjrzyj się dobrze Jego charakterowi i miłości. Potem zastanów się nad tym, jak by to było, złożyć przyszłość w Jego dłoniach? Rozważ, jak by to było wiedzieć, że jest On tym, który trzyma w dłoniach nie tylko Twoją przyszłość, ale również przyszłość świata. Przemyśl jaką dobrą nowiną mogło by to być!

Obietnica powtórnego przyjścia Jezusa może stać się nadzieją, gdy zgodnie z Bożą intencją poznamy kim jest „ten sam Jezus,” który powraca na świat, by nas zbawić i położyć kres grzechowi i śmierci.

Przygotowujemy się na Jego powrót nie przez poznanie wydarzeń, które nastąpią, ale przez poznanie Jezusa i zaufanie Jemu jako naszemuu Zbawicielowi, który wybawi nas z grzechu i śmierci, i obdarzy nas życiem wiecznym. Większość scenariuszy czasów ostatecznych ma to poprzestawiane. Usilnie starają się ustalić kiedy Jezus się objawi i jak bierzące wydarzenia mogą pomóc w rozszyfrowaniu okresów i dat, czyli dokładnie tych rzeczy, o których Jezus powiedział Swoim uczniom, że poznanie ich nie należy do nich (jak przekonamy się w kolejnych rozdziałach). Zamiast tego, Jezus wzywa nas byśmy poznawali Jego.

Z drugiej strony, Jezus przestrzegł, że przed Jego powrotem pojawią się fałszywi prorocy i fałszywi mesjasze, że szatan użyje ich do próby zwiedzenia ludu Bożego (Ewangelia Mateusza 24). Z tego względu jest to ważne, by rozumieć co Jezus mówi nam na temat Swojego powrotu. Nacisk jest położony na poznanie Jego, ale On ostrzega nas przed wiarą w fałszywe i spekulatywne scenariusze. Jest zatem ważne, byśmy wiedzieli czego Nowy Testament naucza o powrocie Chrystusa i jak to wydarzenie nastąpi. Właśnie tym będziemy się zajmowali w tej książce.

Nie możemy jednak stracić z oczu najważniejszego zagadnienia – Jezus powraca i przygotowanie się na to wydarzenie polega na poznaniu Go tak dobrze, aby żadne szatańskie zwiedzenie nie było w stanie sprowadzić nas na manowce.

Dzisiaj wielu ludzi zamartwia się tym jakie to potwory czyhają na nas w przyszłości, przy końcu naszej ziemskiej historii. Drżą przed groźbą zagłady nuklearnej, globalnym ociepleniem, duszącym smogiem, czy nawet przed złym i mściwym Bogiem. Jednak dla chrześcijan koniec jest dobrą nowiną, ponieważ jest to ten sam Jezus, ten sam którego poznaliśmy i pokochaliśmy przez Ewangelie, który chroni naszą przyszłość w Swoich dłoniach.

Ostatnio spędziłem czas z dwoma spośród moich trzech wnuków, 2.5 latkiem i 5.5 latkiem. Najlepszym momentem dnia było, gdy przynieśli stos książek, wspięli się na moje kolana (każdy usiadł na jednym) i obwieścili, „Dziadku, poczytaj nam.” Młodszy podał mi książkę i powiedział, „Czytaj tę, pierwszą!”

Była to książka na temat jednego z bohaterów (Grover) „Ulicy Sezamkowej.” Książka autorstwa Johna Stone’a i Michaela Smollina zatytułowana była „Potwór na końcu tej książki w roli kochanego, puszystego Grovera.”* Gdy zacząłem czytać tę książkę dowiedziałem się, że Grover śmiertelnie boi się potworów i że na końcu tej książki znajduje się właśnie potwór. Z tego powodu Grover błagał, zaklinał, doradzał i nalegał aby czytelnik, by nie przewracał kolejnej kartki w tej książce. Nie chciał dojść do potwora.

Kiedy doszliśmy do końca pierwszej strony książki, zapytałem – „To co, odwracamy kartkę? Grover nie chciał, byśmy to zrobili?” Moje wnuki krzyknęły – „Odwróć!” Gdy to zrobiliśmy, Grover spanikował prosząc nas, byśmy nie odwracali następnej, ale chłopcy nalegali, bym czytał dalej. W miarę jak rozwijała się akcja książki Grover stawał się coraz bardziej podenerwowany i coraz bardziej nalegał. „Nie zdajecie sobie sprawy z tego co mi robicie. Nie odwracajcie następnej kartki!” Jednak chłopcy wciąż nalegali – „Odwróć!”

Wreszcie doszliśmy do końca książki i przekonaliśmy się, że nie było tam żadnego potwora, a jedynie kochany, puszysty Grover. Chłopcy buchnęli śmiechem.

Wielu ludzi obawia się potworów, które czają się na końcu książki, w miarę jak przewracamy kolejne kartki historii naszego świata. Jednak Biblia mówi nam, byśmy się nie obawiali. Na końcu księgi historii świata nie czyha potwór zagłady nuklearnej czy jakiejś naturalnej katastrofy. Zamiast tego, jest tam „ten sam Jezus” – i to jest ta dobra nowina!

Ciąg dalszy nastąpi

 

*Big Little Golden Books, 2004

Czy powinniśmy się bać 21 grudnia 2012? Jak przetrwać Armagedon? Odcinek 3.

John C. Brunt, przekład polski © Arkadiusz Bojko (Rozdział 2, część 1)

Księga Dziejów Apostolskich jest piątą księgą Nowego Testamentu i drugą napisaną przez Łukasza, towarzysza podróży apostoła Pawła. W swojej pierwszej księdze, Ewangelii, Łukasz opowiada historię Jezusa Chrystusa – narodzenie, publiczną służbę, śmierć i zmartwychwstanie. W drugiej księdze pokazuje jak Duch Święty prowadził naśladowców Jezusa w misji zaniesienia radosnego poselstwa zapisanego w tej pierwszej księdze, na cały świat i założenia kościoła chrześcijańskiego. Jedna z wielkich obietnic Biblii pojawia się w 1 rozdziale Księgi Dziejów Apostolskich, w którym Łukasz opisuje jak Jezus i Jego naśladowcy spotkali się 40 dni po Jego zmartwychwstaniu.

„Gdy oni tedy się zeszli, pytali go, mówiąc: Panie, czy w tym czasie odbudujesz królestwo Izraelowi? Rzekł do nich: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec w mocy swojej ustanowił, Ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi. I gdy to powiedział, a oni patrzyli, został uniesiony w górę i obłok wziął go sprzed ich oczu. I gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał ku niebu, oto dwaj mężowie w białych szatach stanęli przy nich i rzekli: Mężowie galilejscy, czemu stoicie, patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście idącego do nieba.”(Dzieje Apostolskie 1:6-11)

Uczniowie Jezusa byli poruszeni. Spodziewali się, że Jezus założy królestwo na ziemi i sądzili, że jest to najlepszy na to czas. Zapytali Go zatem, czy tak właśnie jest? Chcieli wiedzieć kiedy Jezus zamierza ustanowić Swoje ziemskie królestwo? Jeśli nie teraz, to kiedy i co nastąpi potem?

Zamiast tego, Jezus skierował ich uwagę na coś innego. Powiedział, że nie jest to ich sprawą znać daty, pory i wydarzenia. Bóg Ojciec zatroszczy się o te sprawy. Nie należało to też do nich, by rozszyfrowywać daty związane z końcem czasów i związane z nimi wydarzenia. Zamiast tego, mieli być świadkami dokonań Jezusa i zanieść tę wiadomość z miejsca, w kórym się znajdowali w tamtym czasie (Jerozolima), do otaczających je miejscowości, następnie do mieszkańców Judei, Samarii, aż wreszcie do ostatnich krańców świata. Tak więc nie mieli być odpowiedzialni za to, by wiedzieć wszystko na temat czasu nastania królestwa Chrystusa, ale mieli iść i być Jego świadkami i tym sposobem przygotować ludzi na Jego powrót.

Po tym, gdy to wyjaśnił, Jezus znikł sprzed ich oczu w obłokach. Wówczas dwóch mężczyzn, najprawdopodobniej byli to aniołowie, posłańcy Boga, podeszło do nich i zapytało dlaczego wpatrują się w niebo? Zapewnili uczniów, że Jezus powróci w taki sam sposób jak widzieli Go odchodzącego. Jak zauważymy w trakcie lektury tej książki, ta obietnica, jak i wiele innych do niej podobnych, które znajdują się w Nowym Testamencie, dają chrześcijanom nadzieję na przyszłość. Wierzymy, że przyszłość naszego świata jest w rękach tego samego Jezusa, którego historia opisana jest w tak dramatyczny sposób na kartach Ewangelii, czterech pierwszych ksiąg Nowego Testamentu.

Uważamy również, że jest to bardzo dobra wiadomość, gdyż Jezus przedstawiony w Ewangeliach jest kimś, kogo można pokochać i komu można zaufać. Jest tym, który ma powrócić i kto trzyma przyszłość naszego świata w Swoich rękach. Przygotowujemy się na zakończenie ziemskiej historii nie przez znajomość wydarzeń, ale przez znajomość Jezusa.

Ale kim jest ten Jezus? Dlaczego mielibyśmy Jemu zaufać? Pomyśl o następującej rzeczy.

Obietnica przyniesiona uczniom przez tych dwóch niebiańskich posłańców oznacza, że Jezus, który powraca jest tą samą istotą, która była gotowa zostawić niebiańską chwałę, urodzić się w oborze wśród niezbyt dobrze pachnących zwierząt, tylko dlatego, że tak bardzo nas kocha. W pięknym hymnie poświęconym Jezusowi, w Liście do Filipian 2:6-8, apostoł Paweł mówi, że Jezus był tym, który:

„… chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, Lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, Uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej.”

Ten Jezus, który w swej naturze był Bogiem, ale zszedł na ten świat, aby stać się człowiekiem w celu ratowania nas, powraca – i to jest ta dobra nowina.

Obietnica z 1 rozdziału Księgi Dziejów głosi, że Ten, który powraca na ziemię i trzyma przyszłość świata w Swoich rękach jest tym samym Jezusem, którego skonfrontował tłum wściekłych oskarżycieli, którzy przyłapali kobietę na akcie cudzołóstwa. Byli gotowi ją ukamienować, ale Jezus sprawił, że uciekli. Wówczas zapytał, gdzie są jej oskarżyciele? Kiedy odpowiedziała, że poszli sobie, Jezus powiedział jej, „I Ja cię nie potępiam: Idź i odtąd już nie grzesz.” (Ewangelia Jana 8:11)

Ten sam Jezus, Jezus współczucia i przebaczenia powraca znowu – i to jest ta dobra nowina.

Obietnica z Księgi Dziejów zapewnia nas, że ten, kto spotka nas na końcu historii jest tym samym, który lubił ludzi tak bardzo, że chodził na ich przyjęcia narażając się na oskarżenia, że zadaje się z niewłaściwymi ludźmi i dokonał Swojego pierwszego cudu na weselu. Jezus przyjmował wszystkich ludzi, niezależnie od tego, czy należeli do wysokiej warstwy społecznej, czy byli żebrakami.

To ten sam Jezus, kochający ludzi, powraca – i to jest ta dobra nowina.

Obietnica 1 rozdziału Księgi Dziejów przypomina nam również, że przyszłość naszego świata i nasza własna spoczywa w dłoniach Tego, kto zatrzymał się i zapłakał nad śmiercią swojego najlepszego przyjaciela, Łazarza. Ale był On również w stanie wypowiedzieć słowo, w mocy którego Łazarz wyszedł żywy ze swojego grobu, cztery dni po swoim pogrzebie (Ewangelia Jana 11).

Ten sam Jezus powraca – i to jest ta dobra nowina.

Ciąg dalszy nastąpi

 

 

Czy powinniśmy się bać 21 grudnia 2012? Jak przetrwać Armagedon? Odcinek 2.

John C. Brunt, przekład polski © Arkadiusz Bojko (Rozdział 1 część 2)

Oczywiście, ludzie wciąż robią sobie żarty z idei końca świata. Karykatury wyśmiewają się z samozwańczych proroków z transparentami ogłaszającymi nadciągającą zagładę. Oglądałem ostatnio satyryczne wideo będące parodią debat na temat ewolucji i stworzenia nauczanych w publicznych szkołach. W debacie tej naukowcy i teolodzy spierali się na temat tego, czy dzieci w publicznych szkołach powinny być uczone naukowego, czy też religijnego spojrzenia na koniec świata. Naukowcy chcieli uczyć dzieci, że koniec świata spowodowany będzie gorącem wynikającym z globalnego ocieplenia. Religijni uważali, że trzeba ostrzegać uczniów przed zagładą z powodu płomieni Armagedonu. Coż, to niezbyt duży wybór…

Czy jest to możliwe, aby poza satyrą i parodią kryła się autentyczna obawa o to, co ewentualnie przytrafi się naszemu światu? Czy to możliwe, aby różne scenariusze pojawiające się w książkach, broszurkach, czy na płytach DVD wyrastały z czegoś głęboko zakorzenionego w umysłach wielu ludzi?

Jeśli tak jest, to powstaje dylemat, której teorii słuchać? Wszystkie różnią się od siebie, utrzymując jednocześnie, że są prawidłowe. Komu ty wierzysz? Jest to kuszące, by machnąć ręką i zapomnieć o nich wszystkich.

Osobiście, mam problem z większością scenariuszy końca świata. Po pierwsze, większość z nich utrzymuje, że jeśli chcesz być gotowy na ten koniec, musisz zrozumieć ich kolejność wydarzeń. W przypadku wielu chrześcijańskich scenariuszy oznacza to, że musisz zrozumieć jaki związek ze sobą mają prześladowania, plagi ostateczne, nadanie piętna bestii, pojawienie się antychrysta, zakończenie czasu próby i wiele innych. Jednakże proponowane sekwencje wydarzeń z przeczącymi sobie wzajemnie wykresami nie mogą być przecież wszystkie prawdziwe.

Drugi problem, który mam z nimi, to powszechne poczucie strachu, który ze sobą niosą. Taka atmosfera ciągłego obgryzania paznokci. Odnosi się to nie tylko do pesymistycznych świeckich ludzi, którzy obawiają się zanieczyszczeń i wojny nuklearnej. Wielu religijnych ludzi boi się końca, gdyż postrzegają go jako dzieło szorstkiego i mściwego Boga.

Po trzecie, wiele z tych scenariuszy próbuje określić prorocze daty i okresy w usiłowaniu rozszyfrowania przyszłości i wyznaczenia daty końca świata. Być może te wysiłki zmierzające do naniesienia na wykres wszystkich wydarzeń prowadzących do końca świata są po prostu nietrafionym przedsięwzięciem? Zamiast tego, chciałbym to całe zagadnienie wydarzeń czasów końca obrócić do góry nogami. Wierzę, że są dobre wiadomości w kwestii końca świata. Co więcej, choć czuję, że możemy wiedzieć co nadejdzie w przyszłości, dochodzę do wniosku, że większość scenariuszy czasów końca, które czytaliście w różnych broszurkach, mija się z prawdą.

Bo widzicie, Biblia przedstawia nam historię Jesusa Chrystusa, która zawiera nie tylko sprawozdanie o tym co Jezus robił będąc tu na ziemi, ale jest pełna złożonych przez niego obietnic dotyczących przyszłości. W następnym rozdziale przyjrzymy się jednej z nich, która pokaże nam najistotniejszy fragment informacji, którą musimy znać o przyszłości i końcu świata. Ten kawałek informacji usuwa strach zastępując go radością i nadzieją. Przeciwstawia się też ideom przedstawianym przez większość wykresów dotyczących czasów końca i scenariuszom, z którymi konfrontowani jesteśmy na ulicach, przez płyty DVD, a nawet w wielu kościołach chrześcijańskich.

Przejdźmy do rozdziału 2 i zobaczmy czego dotyczą te dobre wiadomości.

Ciąg dalszy nastąpi

Czy powinniśmy się bać 21 grudnia 2012? Jak przetrwać Armagedon? Odcinek 1.

John C. Brunt, przekład polski © Arkadiusz Bojko (Rozdział 1, część 1)

Dwa lata temu spędziłem kilka dni w Nowym Jorku. Gdy spacerowałem zatłoczonymi ulicami, ciągle ktoś coś mi wręczał. W większości przypadków były to jakieś reklamy najróżniejszych produktów. Jednak już drugie na liście były broszurki na temat końca świata. Wielu samozwańczych proroków myślało i mówiło o tym co wówczas się stanie, a najwyraźniej całkiem spora ich liczba spisała swoje myśli chcąc do nich przekonać i nas.

Na przykład na Time Square, jakaś kobieta wręczyła mi dwie broszurki na temat końca świata i wydarzeń czasów ostatecznych. Jedna z nich była w całości poświęcona liczbie 666. Wysuwała ona tezę, że obecnie rząd Stanów Zjednoczonych, przy współpracy z rządami innych państw, próbuje stworzyć bezgotówkowe społeczeństwo tworząc mikro-chip, który będą chcieli wszczepić w każdego z nas. Ten chip jest właśnie piętnem bestii i wszyscy, którzy się zgodzą na wszczepienie go pójdą do piekła. Zgodnie z treścią owej broszurki jest to niezwykle ważne byśmy zrozumieli szczegóły całej tej konspiracji, gdyż inaczej zostaniemy oszukani i przyjmiemy ją.

Druga broszurka była o tym, co niektórzy nazywają tajemniczym pochwyceniem (secret repture). Przedstawiała pogląd, że już wkrótce nastanie dzień, w którym wszyscy pobożni ludzie po prostu znikną z tej ziemi. Bóg porwie ich do nieba podczas gdy cała reszta będzie dalej funkcjonować tak jak dotychczas. Jednak wkrótce po tym nastanie czas straszliwych prześladowań, które będą trwały przez siedem lat; wówczas Jezus Chrystus powróci  na ziemię.

Z Time Square poszedłem 42-gą ulicą do Grand Central Station. Tam ktoś wręczył mi kolejną broszurkę. Przekonywała ona, że gdy Jezus powiedział, że nikt nie będzie znał dnia i godziny Jego powrotu (Ewangelia Mateusza 24:36), to było to prawdą tylko do roku 1988. Od tamtego czasu Bóg bowiem rozpoczął objawianie prawdziwie wierzącym dokładnego czasu Swojego powrotu. Jeżeli chciałeś być gotowym na ten dzień, musiałeś poznać wykres przebiegu wydarzeń ostatecznych zaprezentowany w broszurce – przynajmniej tak twierdził jej autor.

Nie muszę jednak podróżować do Nowego Jorku, by być zalewanym materiałami prezentującymi scenariusze wydarzeń ostatecznych i końca świata. Kilka tygodni temu, koło mojego własnego kościoła w Grand Terrace w Kalifornii, ktoś wręczył mi DVD i powiedział, że muszę je obejrzeć. Obejrzałem część, ale nie całe cztery godziny. Powiedziane tam było, że czas ostatecznej próby przygotowującej na Powtórne Przyjście Chrystusa rozpoczął się 11 września 2001, gdy terroryści zniszczyli World Trade Center w Nowym Jorku. I znowu, mówca przynaglał, że aby być gotowym na koniec świata i uratowanym muszę dokładnie zapoznać się ze szcegółowym przebiegiem wydarzeń przedstawionym na jego płycie.

Wygląda na to, że scenariusze wydarzeń ostatecznych pojawiają się jak grzyby po deszczu. W moim supermarkecie zauważyłem wielką wyprzedaż książek o tematyce wydarzeń czasów ostatecznych. No i co człowiek ma zrobić? Czy jest to naprawdę tak ważne aby wiedzieć jak nastąpi koniec świata? Czy w ogóle powinniśmy o tym myśleć? A może po prostu powinniśmy żyć z dnia na dzień nie przejmując się wcale przyszłością tego świata?

Swego czasu wielu ludzi po prostu wierzyło, że historia naszej Ziemi będzie trwać na wieki. Jeden z czołowych dwudziestowiecznych teologów Nowego Testamentu piszący jakieś 80 lat temu określił ideę powrotu Jezusa przedstawioną w Nowym Testamencie mianem mitu. Napisał, że wydarzenia eschatologiczne (ostateczne) przedstawione Nowym Testamencie nigdy nie miały miejsca, a dzisiaj już wiemy, że nigdy też nie nastąpią.

„Nie możemy już dłużej wypatrywać na powrót Syna Człowieczego na obłokach nieba czy mieć nadzieję na to, że wierni spotkają Go w powietrzu…

Jest to niemożliwe, by używać światła elektrycznego, korzystać z bezprzewodowych urządzeń, korzystać z nowoczesnych odkryć w dziedzinie medycyny i chirurgii i w tym samym czasie wierzyć w opisany w Nowym Testamencie świat duchów i cudów…

Ta mityczna eschatologia jest nie do obrony z prostej przyczyny, że paruzja (przyjście) Chrystusa zapowiedziana przez Nowy Testament, nigdy nie nastąpiła tak jak się spodziewano. Historia nie doszła do swojego końca, i – tak jak wie o tym każde dziecko w szkole – będzie trwała w swym biegu.”*

Jednak dzisiaj, nie każde dziecko w szkole jest przekonane o tym, że historia będzie trwała w swym biegu. Naukowcy i przywódcy polityczni poważnie rozważają scenariusze końca świata. Niektórzy naukowcy martwią się, że globalne ocieplenie może doprowadzić historię ludzkości do końca. Inni obawiają się, że w końcu wszyscy udusimy się w morzu zanieczyszczonego powietrza. Politolodzy rozważają ewentualność unicestwienia życia ludzkiego w wyniku wojny nuklearnej. Z jakiegoś powodu ten powszechny pogląd o wiecznie trwającej historii naszego świata traci na popularności. Już samo to może być znakiem, że Bóg przygotowuje ziemię do jej wielkiego punktu kulminacyjnego.

Ciąg dalszy nastąpi

*Rudolf Bultman, „New Testament and Mythology,” in Kerygma and Myth, ed. Hans Werner Bartsch (New York: Harper and Row, 1961), pp. 3, 4.

Angus T. Jones – zostaje Adwentystą Dnia Siódmego

Kościół Adwentystów Dnia Siódmego w USA znalazł się w ostatnich dniach w centrum medialnego zainteresowania za sprawą informacji podanej 28 listopada przez jedną z głównych agencji prasowych CNN zgodnie z którą, Agnus T. Jones (19 lat) występujący od ósmego roku życia w telewizyjnym, meagahitowym serialu komediowym wyprodukowanym przez telewizyjną sieć CBS „Two and a Half Man” został chrześcijaninem, Adwentystą Dnia Siódmego, co może się wiązać z rozwiązaniem przez niego multimilionowego kontraktu.

W filmowym klipie wyemitowanym przez telewizyjną sieć CNN Jones stwierdza:

„Nie mogę być chrześcijaninem i jednocześnie grać w serialu, takim jak „Two and a Half Man.

 Nie, nie możesz być prawdziwym, bojącym się Boga człowiekiem i jednocześnie grać w takim serialu telewizyjnym… Ja wiem, że ja nie mogę…

 Jestem w obsadzie tego serialu, ale nie chcę dłużej występować w „Two and a Half Man…”

 

… i proszę, nie oglądajcie go, przestańcie wypełniać swoje głowy brudem…” (tyle w CNN)

W wiadomościach podanych przez CNN, redaktorka programu powtarza ostatnie słowa z wyemitowanego klipu: „…przestańcie wypełniać swoje głowy brudem…”

  „Z wideo wynika, że A.T. Jones nawrócił się, przyłączył się do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego i rozwiązuje kontrakt, który przyniósł mu dochód w wysokości prawie 8 mln dolarów w ciągu dwóch lat!  Kierownictwo programu narazie nie komentuje wypowiedzi Jonesa.

Dlaczego to wszystko się dzieje, dlaczego Jones mówi to co mówi i co to wszystko ma wspólnego z byciem Adwentystą Dnia Siódmego?”

W pokazanym przez CNN klipie filmowym Jones siedzi w towarzystwie czarnoskórego młodego mężczyzny. Jest nim Christopher Hudson, z którym rozmawiał jeden z reporterów CNN. Kim jest Christopher Hudson?

„Jakąś godzinę temu skończyłem rozmowę z Hudsonem. Określa on siebie jako „…ewangelista Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego”. Mieszka w Alabamie.  W ub. tygodniu nawiązał kontakt z A.T. Jonesem, poleciał do Kaliforni i spędził z nim trochę czasu filmując świadectwo, które wzbudziło tyle zainteresowania. Christopher powiedział, że od czasu, gdy wideo ukazało się w sieci, dwa dni temu, jego telefon nie przestaje dzwonić.  Ma więc poczucie, że misja została spełniona. Informacja o kościele została upowszechniona. Hudson rozmawiał z Jonesem wczoraj. Jones jest zadowolony z rozwoju sytuacji i reakcji, z jakimi się spotyka.”

W dalszym ciągu rozmowy prowadzonej międzu redaktorami CNN pojawiło się szereg informacji o Kościele Adwentystów Dnia Siódmego – niektóre jego zasady dotyczące stylu życia, zasad zdrowia, apokaliptycznych korzeni i wiary w rychły powrót Jezusa Chrystusa.

W tekscie podanym na religijnym blogu agencji CNN czytamy m.in.:

“Po prostu kontynuowałem poznawanie głównych zasad poselstwa Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego,” stwierdza Jones w opublikowanym wideo, opowiadając o tym, jak ostatnio wstąpił z kolegą do Kościoła Adwentystów i o tym, jak jego uwagę przykuło kazanie pastora. „Po prostu spodobało mi się.”

W oficjalnym oświadczeniu opublikowanym we wtorek [27 listopada 2012],  Kościół Adwentystów Dnia Siódmego Ameryce Północnej stwierdza, że Jones został w czerwcu członkiem jednego z adwentystycznych zborów w Południowej Kalifornii.

Czytamy tam również:

„Ostatnio, Angus wypowiadał się odnośnie swojej duchowej drogi i wyraził opinie odnośnie program telewizyjnego „Two and a Half Man.” Komentarze te mają charakter osobisty, odzwierciedlając jego poglądy związane ze zmianami jakie zaszły w jego życiu…”

„Przyjmujemy go z otwartymi ramionami do rodziny światowego Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, jesteśmy poruszeni jego oddaniem Bogu wyrażonym ostatnio w chrzcie przyjętym w jego kościele.”

Wspomnianie oświadczenie nawiązuje również do osoby Christophera Hudsona informując, że osoba, która wyprodukowała i opublikowała filmowy wywiad z Jonesem nie jest pastorem Kościoła Adwentystów.

Hudson, ze swej strony informuje, że urodził sie w rodzinie należącej do Kościoła Adwentystów i został w nim ochrzczony w roku 2000. Określa siebie mianem ewangelisty, który „podróżuje zwiastując poselstwo o Jesusie.”

We wtorek, Jones wydał oświadczenie, w którym przeprosił za to, że aktorzy oraz ekipa filmowa serialu “Two and a Half Men” mogli się poczuć urażeni jego wypowiedzią z wideo.

“Moja osoba była przedmiotem wielu dyskusji, spekulacji i komentarzy w ciągu ostatnich 24 godzin,” mówi Jones w oświadczeniu. „Choć nie jestem w stanie odnieść się do wszystkiego co było powiedziane, wyprostować każde niezrozumienie, czy źle powtórzoną wypowiedź, jest jedna rzecz, którą chcę wyjaśnić.”

“… jestem wdzięczny i mam najwyższe uznanie i szacunek dla wszystkich wspaniałych ludzi z którymi współpracowałem na planie serialu „Two and Half Men” przez ostatnie dziesięć lat, ludzi którzy stali się przedłużeniem mojej rodziny.”

W oświadczeniu Jones nie odnosi się do jego ostatnich doświadczeń w kwestiach wiary, ale Hudson rozmawiający z Jonesem w poniedziałek stwierdził, że „z pewnością ma się on całkiem dobrze.”

Hudson stwierdza, “Naprawdę mam wiele szacunku dla tego młodego człowieka. Jego dojrzałość przewyższa jego wiek.”

 

Na podstawie materiału CNN opracował Arkadiusz Bojko

Tekst CNN, Dag Gilgoff – CNN Belief Blog Co-Editor

http://religion.blogs.cnn.com/2012/11/28/two-and-a-half-men-actors-criticism-of-show-shines-light-on-seventh-day-adventists

Prawda o Halloween

W starożytności niemal wszystkie kultury obchodziły Święto Zmarłych na początku listopada. Czy w ten sposób pierwsi ludzie upamiętniali globalny kataklizm, który pogrzebał ich świat w czasach Noego? Skąd się wzięła okultystyczna symbolika święta Halloween? Czy powinniśmy pozwalać dzieciom przebierać się za czarownice, duchy i kościotrupy? Czy może z tego wyniknąć dla nich jakaś szkoda?

Prawdziwa geneza Święta Zmarłych

Starożytni Egipcjanie, Fenicjanie, Asyryjczycy, Żydzi, Persowie, a także mieszkańcy dawnych Indii, Europy, Meksyku i Peru obchodzili na początku listopada Dzień Śmierci połączony z Nowym Rokiem. Frederick Filby, badacz dawnych tradycji, napisał: „Stary świat zginął w listopadzie, a w rok potem w tym samym miesiącu zaczęła się nowa era. Oba te wydarzenia zakorzeniły się w pamięci ludzkości. Odtąd listopad kojarzy się ludziom na całym świecie z Dniem Zmarłych, a w wielu starożytnych kalendarzach także z Nowym Rokiem, choć ta data nie ma uzasadnienia w przesileniu słonecznym, zrównaniu dnia z nocą, czy w innym astronomicznym zjawisku” [1].

Według biblijnej chronologii, potop zaczął się  17. dnia drugiego miesiąca (Rdz 7:11). Miesiąc ten nazywano Marheszwan, albo Bul (1Krl 6:38)[2]. Drugi miesiąc zaczynał się w połowie października, a zatem 17. dzień tego miesiąca wypadał na początku listopada (Wj 34:22; 23:16)[3]. Wydaje się, że Święto Zmarłych jest pamiątką rozpoczęcia potopu, a Nowy Rok jego zakończenia, gdyż w rok po potopie ludzie wyszli z Arki, aby rozpocząć życie od nowa na ziemi. W starożytności te święta obchodzono jedno po drugim na przełomie października i listopada.

Halloween, święto

Z czasem historia potopu uległa zapomnieniu, ale dzień pamięci po wszystkich zmarłych był nadal obchodzony, z tym, że w krajach anglosaskich poprzedzało go okultystyczne święto Halloween (All Hallows Eve), czyli wigilia Wszystkich Świętych (ang. All saints day).

Dawni Celtowie w Wielkiej Brytanii czcili w tym dniu Samhaina, demonicznego „pana śmierci”. Wierzyli, że tego dnia dusze zmarłych wracają do świata żywych.  Pismo Święte nie potwierdza tego zabobonu. Czytamy w nim, że zmarli nie wracają do żywych: „Jak obłok się rozchodzi i znika, tak nie wraca ten, kto zstąpił do krainy umarłych. Nigdy już nie wróci do swego domu, a miejsce jego zamieszkania nie wie już nic o nim” (Hi 7:9-10). Biblia ostrzega, że demony potrafią przybrać postać zmarłych, zwodząc w ten sposób ludzi (2Kor 11:14).

Znajoma mojego kolegi miała syna na wojnie w Wietnamie. Pewnego dnia otrzymała zawiadomienie z Pentagonu, że zaginął w akcji i prawdopodobnie nie żyje. W jakiś czas potem odwiedziła ją sąsiadka uczęszczająca regularnie na seanse spirytystyczne, mówiąc:

–        Twój syn pojawia się w czasie naszych seansów. Prosi, żebyś przyszła zobaczyć się z

Pomimo nalegań, kobieta bała się to zrobić, gdyż wiedziała, że Biblia zakazuje kontaktów z duchami. Kilka tygodni później ta sama sąsiadka znów przyszła, mówiąc, że syn pojawia się regularnie z tą samą prośbą. W końcu ciekawość przemogła i poszła. Podczas seansu pojawiła się istota wyglądem i głosem przypominająca jej syna. Zapytała ducha o szczegóły, których nikt nie znał poza nią i synem, aby się upewnić, czy to jej syn. Przekonana, że to duch jej syna, stała się regularną uczestniczką tych spirytystycznych

Minęło wiele miesięcy. Pewnego dnia ktoś zapukał do jej drzwi. Gdy je otworzyła, zobaczyła syna! Myśląc, że to duch, wykrzyknęła:

–        Co tu robisz, przecież nasze spotkanie jest dopiero za kilka dni?!

Okazało się, że jej syn odnalazł się i wrócił z innymi żołnierzami do kraju…[

Na takiej samej zasadzie demony ukazywały się ludziom w starożytności, przybierając postać bogów lub zmarłych i czynią to do dzisiaj. W czasie Święta Zmarłych demony domagały się od ludzi ofiar, zwykle w postaci jedzenia i napoju alkoholowego. Ofiary te były formą oddawania im czci. Jeśli ludzie ich nie składali, demony czyniły im szkodę. Z tego wzięło się powiedzenie „Trick or Treat”. Z tymi słowami dzieci w USA, które pukają w Halloween do drzwi sąsiadów, jakby ostrzegając, że albo dostaną poczęstunek w postaci słodyczy, albo zrobią złego psikusa.

Okultystyczne symbole

Halloween przywędrowało do Ameryki za pośrednictwem irlandzkich imigrantów w XIX wieku. Jego okultystyczny charakter wynika z celtyckich korzeni tego święta. Wśród Celtów był to dzień składania duchom ofiar i kontaktowania się z demonami. Do dziś jest ono jednym z najważniejszych świąt w kalendarzu czarownic.

Czarownice czczą naturę, zamiast Stwórcy, kontaktując się ze złymi duchami za pośrednictwem talizmanów, zaklęć i narkotyków. Dlatego stosują w rytuałach symbole podkreślające kult natury i szatana. Na przykład miotła czarownicy symbolizuje męski organ seksualny. Czarownica siedząca czy latająca na miotle miała sprawić, że łany zboża wstają i wzrastają, dając większy plon. W ten sposób dedykowały szatanowi panowanie nad terenem, który zamieszkiwały. W zamian czarownice otrzymywały od diabła nadprzyrodzoną moc, z której korzystały między innymi przy pomocy zaklęć i uroków. Kult szatana, jakiemu się oddawały był w sprzeczności z przykazaniem Bożym, które nakazuje oddawać ją wyłącznie Bogu: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” (Wj 20:3) .

Bóg zakazuje nam praktyk okultystycznych, ponieważ kryją się za nimi demony: „Niech nie znajdzie się u ciebie taki, który przeprowadza swego syna czy swoją córkę przez ogień, ani wróżbita, ani wieszczbiarz, ani guślarz, ani czarodziej, ani zaklinacz, ani wywoływacz duchów, ani znachor, ani wzywający zmarłych; gdyż obrzydliwością dla Pana jest każdy, kto to czyni (Pwt 18:10-12).

Czarownice służyły demonom, dlatego dzieciom Bożym nie przynosi chluby przebieranie się za wróżki, wiedźmy, duchy czy kościotrupy. Szkielet był symbolem boga zmarłych, czczonego przez czarownice i satanistów jako “rogaty bóg”, czyli szatan. Z kolei czaszki używano w wielu kulturach jako medium do nawiązania kontaktu z duchami.

Zabawy w Halloween oscylują wokół okultystycznych praktyk, takich jak wróżenie, których Słowo Boże zakazuje (Pwt 18:10). W Halloween wróży się zwykle przy pomocy lanego wosku, fusów z kawy czy ze skórek jabłka. Wierzono na przykład, że niezamężna dziewczyna ujrzy w tym dniu zarys twarzy swojego przyszłego męża, jeśli w ciemnym pokoju spojrzy w lustro. Natomiast, jeżeli zobaczy tam trupią czaszkę, to znaczy, że umrze przed datą ślubu. Nieraz taka klątwa kładła się cieniem na osobie przeświadczonej o swej rychłej śmierci, stając się samowypełniającym proroctwem.

Czy chrześcijańskie dzieci powinny obchodzić Halloween?

Poganie składali w Halloween ofiary duchom, aby nie doznać od nich szkody, a w swoich domach zapalali dużo świateł, aby rozproszyć ciemności i ostać się przed demonami, które wolą ciemność od jasności. My nie musimy robić takich rzeczy, ponieważ naszym Panem jest Jezus Chrystus, który powiedział: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8:12). W Jego obecności nie ma lęku przed demonami, Jezus obiecał, że zawsze będzie z nami: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28:20).

Czy jako chrześcijanie powinniśmy pozwalać naszym dzieciom przebierać się za czarownice, duchy i kościotrupy lub godzić się na ich udział we wróżbach towarzyszących zabawom w Halloween? Dla dzieci jest to okazja, aby przebrać się w niecodzienne stroje, nazbierać słodyczy i zabawić z rówieśnikami. Natomiast dla królestwa ciemności jest to promocja. Czy powinniśmy promować cokolwiek, co ma związek z królestwem ciemności? Słowo Boże tego nie zaleca. Apostoł Paweł napisał: „Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie” (1Tes 5:22).

Strzeżmy swoje dzieci przed udziałem w okultystycznych praktykach i grach, ponieważ demony nawet zabawę traktują jako formę zaproszenia dla siebie[5]. A jeśli naszym dzieciom ma być żal zabawy, jaką mają w tym czasie ich rówieśnicy, to kupmy im słodycze i zorganizujmy dla nich jakieś przyjemne zajęcia w domu, ale bez okultystycznych konotacji.

Czy możemy wykorzystać Święto Zmarłych ku dobremu? Tak, bo możemy opowiedzieć naszym znajomym o sądzie Bożym, który zaskoczył ludzkość za dni Noego, kiedy to ostała się tylko jedna rodzina, gdyż była wierna Słowu Bożemu. Podobny sąd przyjdzie na ten świat przy powtórnym przyjściu Chrystusa, kiedy znów tylko garstka okaże się wierna przykazaniom Bożym (Ap 12:17; 14:12). Jezus powiedział: „A jak było za dni Noego, tak będzie i za dni Syna Człowieczego” (Łk 17:26). Czy jesteś gotowy na Jego powtórne przyjście?

Alfred J. Palla



[1] Frederick A. Filby, The Flood Reconsidered, s. 106.

[2] Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela, 1, 3:3.

[3] A. Dillmann, Genesis, tłum. W. B. Stevenson, s. 253; S. R. Driver, The Book of Genesis, s. 90; Franz Deilitzsch, Neuer Commentar über die Genesis, s. 175-176.

[4] Jonatan Dunkel, Apokalipsa, s. 126.

[5] Alfred J. Palla, Poradnik walki duchowej, s. 206-236.